Whatever Works

26 04 2010

Allen, Allen, Allen, tak różny a wciąż trzymający się tego samego nurtu. „Whatever Whorks”, to jego powrót do korzeni. Po średnio udanych jak dla mnie, acz dobrze odebranych przez krytyków: „wszystko gra”, czy „Sen Casandry”, wreszcie dane było mi obejżeć to co w Woodym lubię najbardziej. Wolno prowadzona narracja, mistrzowskie dialogi, uwagi, anegdotki i klasyczna dla niego muzyka. A historia to prosta i oczekiwana: Pani pokochała pana. Ale jakiego pana i jaka pani, to już zupełnie co innego. Boris Yellnikoff, to stary zżędzący dziadyga, komunista, megaloman no i… geniusz. Po nieudanej próbie samobójczej i rozwodzie zmuszony jest zamieszkać sam, aż pewnego wieczoru w jego życie wdziera się głupiutka, nierozgarnięta dziewczyna, będąca totalnym jego przeciwieństwem. Zatrzymuje się u niego, pozornie na kilka dni. Sam Borys nie wie jeszcze jak zmieni ona jego statyczne, poukładane życie. Brzmi to jak wstęp to taniej, łatwej i przyjemnej komedyjki romantycznej, ale nic bardziej mylnego. Allen wychodzi z tego banału dość obronną ręką, bo jak mówiłem historia to może i prosto naszkicowana, ale za to jakże bogato wypełniona. Przy oczywistym kontraście bohaterów, przewrotne staje się, to że bliżej nam jest do wiecznie niezadowolonego, ironicznego Borysa, niż do przedstawicielki „niskiej rasy gąsienic”, zadowalającymi się tak błachymi rzeczami jak miłość, wiara czy seks (wszak to tylko zmechanizowany skrypt, jak w maszynie do szycia: „góra, dół, góra, dół”), którą niewątpliwie jest Melody. Ciekawe jest również, to że choć Allen na ekranie nie pojawia się tym razem ani razu, nie można pozbyć się odczucia, że Larry David, przez większość filmu się do reżysera upodabnia, a raczej nie tyle do reżysera, co do postaci w które on sam się dawniej wcielał, jak np złodziej nieudacznik z „cwaniaczków”, czy ślepy reżyser z „hollywood”. Allen znakomicie przypomniał o sobie recenzentom, oraz przede wszystkim wielbicielom jego kina (do których sam się zaliczam). Mnogość sentencji z tego filmu cytować na pewno będę jeszcze długo. I choć może, to jeszcze nie jest, albo raczej już nie jest, ta półka co Annie Hall, a i schematyczność i powielanie niektórych scheamtów wytknąć Woody’emu można, to cieszę się, że powraca on na ulubione dla mnie tory. Lepiej mu w roli prześmiewcy, niż mistrza suspensu.

Zalety

-To znowu stary dobry Allen

-Znakomite dialogi

-Świetna muzyka

-Ogółem całość – lekko i przyjemnie się ogląda

Wady

-powielanie niektórych schematów

-nie każdemu się taki Woody spodoba (zwłaszcza fani, uważający za jego ‚best’ Vicki

Christina Barcelona)

-Od biedy trąci banałem

OCENA: 8-/10

Advertisements

Działania

Information

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s




%d bloggers like this: