Piaskownica

22 05 2010

Filmy Bruckheimera są jak cut-filmik przedstawiający logo jego wytwórni, (jak ktoś nie kojarzy, pod spodem filmik (zmieniona muzyka)) Najpierw dostajemy szaloną jazdę po autostradzie, by w chwilę potem po chwili zwolnienia oberwać piorunem. No chciałoby się rzec, że nie inaczej jest w przypadku Księcia Persji. W zasadzie w przypadku wysokobudżetowych produkcji disneyowskich nie mam problemu z przytaknięciem (choćby tacy piraci). Jednak już po pierwszych 30 minutach zauważyć można, że „piaskom” do Sparrowa i spółki sporo brakuje. Ja osobiście odczułem wrażanie jakby cały film był zrobiony na pół gwizdka. Efekty niby są, ale na kolana nie zwalają, miejscami zresztą są zwyczajnie słabe i trochę budżetowe. Podobnie z fabułą (od razu mówię, że w trylogię piasków nie grałem), która nie porywa. Chociaż jak wiadomo nie ona gra tutaj pierwsze skrzypce (ani nawet drugie, czy trzecie). Przeciętny „pożeracz popcornu” obserwuje jedynie jej zarys i liczy, że wszystko będzie dobrze (no i zazwyczaj jest). Chyba sami twórcy zdawali sobie jednak sprawę, że Książę nie dysponuje wiele większą artylerią niż popyt na znany i lubiany przez wielu tytuł serii gier komputerowych, o czym świadczy fakt umiejscowienia jego premiery przed sezonem letnich gigantów, jak Shrek 4 czy Toy story 3, które na pewno zarobią krocie. Przejdźmy jednak do samego filmu. Rzecz i walki toczą się: gdzie? w starożytnej Persji, o co? o sztylet mający moc cofania się w czasie, o władzę, oraz jak zwykle sztampowe ratowanie świata. Tej jakże szlachetnej misji podołać ma Dastan, ale sprawy się nieco komplikują, gdy zostaje on oskarżony o zabójstwo króla i zmuszony jest z Persji czym prędzej, w podskokach (i to dosłownie, wszak to ekranizacja bodaj najlepszej gry zręcznościowej, taktującej w 90% o bieganiu i skakaniu) spierdzielać. Podczas ratowania świata, a jednocześnie oczyszczania swojego imienia napotka na swojej drodze spore zastępy rządnych jego głowy (a raczej nagrody za nią) wojowników. Mi szczególnie spodobali się assassyni, znakomicie i niezwykle klimatycznie przedstawieni. We wszystkim zaś towarzyszyć mu będzie (nie do końca z własnej woli ale nie będę zdradzać) Tamina (świetna w tej roli Gemma Arterton). Historia jak mówiłem mnie osobiście średnio wciągnęła, ale i tak jestem pełen podziwu dla scenarzystów. W tego typu produkcjach miecze krzyżują gęsto i często (nie oszukujmy się, tym disneyem na początku), a tutaj scen walki nie ma aż tak dużo (i bardzo dobrze), a kiedy już są to ogląda się je z przyjemnością, jako smaczki w filmie, a nie jako rutynową falę przeciwników, który nasz heros musi bezwzględnie zabić (zieew). Zabrakło mi tutaj jednak tego do czego Bruckheimerowe produkcje mnie przyzwyczaiły, mianowicie znakomitej muzyki. Brakuje potwornie Zimmera i jego tematów przewodnich. Żaden z podkładów nie zapadł mi szczególnie w pamięć. A szkoda, bo klimaty perskie można było duuużo lepiej przedstawić. Koniec, końców Książę jako kino rozrywkowe wciąż sprawdza się świetnie. Wiele scen z rozmachem, najlepsza to chyba ta w której Dastan wspina się po murze, dzięki wystrzeliwanym rytmicznie strzałom. Wiele również rozluźniających tępo, takich gdzie można się kilka razy uśmiechnąć. Ale czy „piaski”, to film do którego będę miał ochotę powrócić? Raczej wątpię.

PLUSY
– efekty specjalne (raczej nie dziwota)

– ciekawa kolorystyka (miejscami)

– jako kino rozrywkowe, znakomite

– Assassyni

– Gemma Arterton

MINUSY
– słaba muzyka

– fabuła nie wciąga

– efekty specjalne (czasami zdają się budżetowe)

– ogólna drętwota głównego bohatera

OCENA 6++

Reklamy

Działania

Information

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s




%d blogerów lubi to: