Predators

25 07 2010

Sequele starych filmów, w dodatku takich klasyków do jakich bez wątpienia należy pierwszy  Predator, są chyba obciążone jakąś klątwą. Przecież film z taką obsadą, pod okiem samego Roberta Rodrigueza, był wydawać by się mogło skazany na sukces. Analogiczna choć wiadomo, że innego rodzaju sytuacja miała miejsce w Realu Madryt. Wydane ogromne pieniądze na sprowadzenie samych gwiazd. Budowa zespołu marzeń, który kończy sezon z niczym, mimo, że w Lidze Mistrzów gra inaczej, to odpada jak zawsze przedwcześnie (z Lyonem). Predators rozczarowało mnie bardzo boleśnie i to na całej linii. Jako wielki fan pierwszej części, czułem się bezlitośnie oszukany przez twórców, oraz odczuwałem nieprzyjemne Deja Vu. Ale przejdźmy już do mięsa. Wszystko zaczyna się bardzo klimatycznie i od mocnego uderzenia, niczym u samego mistrza suspensu. A wiec grupka żołnierzy (?) z całej niemal kuli ziemskiej trafia do dżungli. Żaden z nich nie wie jak się w niej znalazł. Każdy obudził się przypięty do spadochronu w powietrzu. Kogo tutaj nie ma. Meksykaniec (zdecydowanie najlepsza postać w filmie, wiadomo Trejo), żołnierz wyrwany z czeczeńskiego konfliktu, czarnoskóry muzułmanin (?), również żołnierz, dodatkowo skazaniec ścigany przez FBI, „mydełkowaty” medyk, samuraj w garniturze i… Adrien vel Pianista Brody (totalne nieporozumienie przy castingu). Fabuła nie jest skomplikowana jak to w filmach akcji bywa. Tym nie mniej scenariusz jest do bólu przewidywalny, do tego strasznie irytujący miejscami. A niektóre sceny są żywcem wydarte z pierwowzoru. Zresztą jak już jesteśmy przy zżynaniu, to twórcy poużywali sobie na jedynce aż miło. Cała muzyka, to chyba jedno wielkie kopiuj/wklej. Nie, to że jest ona zła. Wiadomo, że nie. Ba! Brzmi tak samo dobrze jak 20 lat temu. Ja rozumiem wykorzystać motyw przewodni z filmu (zrozumiałe), ale nie całą ścieżkę! Do tego dochodzą te zwalone sceny… Brody, ewidentnie udający Schwarzeneggera, wygląda po prostu T.R.A.G.I.C.Z.N.I.E.! Jego niby męskość i zachowanie maczo w tym filmie wywołuje tylko śmiech i zażenowanie. Ten aktor się zwyczajnie nie nadaje do takiej roli. A momenty w których przeklina, gra jak kłoda drewna (a przecież aktor z niego świetny). No i scena pod koniec (to nie spojler jeśli widziałeś/aś pierwszego Predatora) gdy smaruje się błotem. Brakowało tylko okrzyków Arniego, ale Brody prawdopodobnie straciłby głos w takiej scenie. Ale nie tylko on kopiuje. Scena w której samuraj staje do pojedynku z Predatorem, to analogia sceny  z jedynki, gdy Billy staje na kłodzie drewna i nacina się nożem. Tak więc brakowało tylko tego nacięcia. Rusek natomiast chodzi zupełnie jak Blaine, no litości ma nawet taki sam minigun, tylko nie żuje ciągle. Skazaniec, to kopia sprośnego dowcipnisia, z tym że nie ginie jako pierwszy. Czarny muzułmanin,to z kolei Eliot, z tym, że nie ściera potu maszynką. Praktycznie cały team został przekalkowany. Jak się chce tak bezwstydnie zżynać, to po co Predators nazywać sequelem. Toż to zwykły remake. Ten film ratuje tylko Laurence „Morfeusz” Fishburne. Zdecydowanie najlepiej wywiązał się z roli (krótkiej fakt, ale treściwej), oraz niektóre nowości, jak choćby wojna domowa predatorów. Podział na predatorów klasy wyższej i niższej w hierarchii. Całkiem ciekawy pomysł.

Podsumowując „Predators”, to film, którego potencjał zarżnięto tuż przy narodzinach. Liczne absurdy; Fishburne żyje w jakimś zdezelowanym statku 10 sezonów, ale do cholery jak? Co je? Poluje na coś? Można to było chociaż pokrótce wyjaśnić, albo scena gdy Brody rozmawia z predatorem. Owszem oni zapamiętywali niektóre słowa, ale raczej bezmyślnie je tylko powtarzali, a nie rozumieli. Do tego: wyrwanie kręgosłupa z głową. Już w grze Alien vs Predator, budziło to zażenowanie, a co dopiero w filmie. No i wreszcie scena która nie wymaga komentarza. Predator przeżył wybuch 7 granatów, leżących niecały metr od niego, aby chwile potem zginąć od metalowego toporka. Nie mam pytań. Niech to zresztą da jakiś obraz tego filmu. Jeśli, ktoś myślał czy się na niego wybrać do kina, a jest fanem jedynki, to najlepiej zrobi jak załączy DVD właśnie z nią i oszczędzi sobie irytacji w kinie. W tym filmie spartaczono wszystko, nawet „Long Tall Sally” na napisach zostało puszczone o dwa obroty wyżej. Wszystko z duchem czasu. Może, to właśnie fani pędzącej w filmie elektroniki (3D, mniej treści więcej komputera) są targetem tego filmu. Tym nie mniej ja do takowych nie należę więc odradzam.

PLUSY:

+ Laurence Fishburne
+ Od biedy niektóre sceny walki
+ Są gorsze filmy o Predku

MINUSY:

– Zwalona muzyka z jedynki
– Zwalone postacie
– Zwalone sceny
– Zmarnowanie potencjału
– Adrien Brody
– Absurdalne sceny…
– …jak i pomysły
– Mniej więcej wszystko

OCENA: 3+

Advertisements

Działania

Information

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s




%d bloggers like this: