Blood The Last Vampire

9 11 2010


Chociaż o kinie japońskim zwykło się mawiać: długie czarne włosy, dziewczynka ze studni, czarne przekrwione oczy topielca, to nie ulega wątpliwościom, że kino azjatyckie, to zdecydowanie najoryginalniejsze ze wszystkich mi znanych. Może to kwestia, tego że kraje azjatyckie, tak bardzo różnią się od naszych europejskich, całkowicie inna, dla niektórych nie do pojęcia kultura, muzyka, sztuka etc. Do czego dążę? Ano do tego, że tak jak, będę szczery, postawiłem ostatnimi czasy krzyżyk na produkcjach ze wschodu, tak Blood The Last Vampire, oczarowało mnie totalnie. Pomijając fabułę, która jak w każdym chińskim czy japońskim filmie jest dla mnie średnio na jeża do ogarnięcia. No dobra, jakieś tam swoje filozofie zawsze mają. Tym niemniej, czymś co film Chrisa Nahona odróżnia od zalewającej nas chińskiej tandety, to niepowtarzalne, absolutnie urzekające i oszałamiające doznania wizualne. Pod względem artystycznym, ten film zjada „przyczajonego tygrysa..” na śniadanie, a i po wizycie w „domu sztyletów” ma się bardzo dobrze. Już pierwsze sekundy, sceny w metrze urzekły mnie swoją odmiennością. Kapitalna gra barw, świateł, majstersztyk montażu. To wszystko uderzyło we mnie już w pierwszych sekundach. Szarobure metro, które początkowo z powodzenie mogło by zagrać w każdej pierwszej lepszej produkcji amerykańskiej, zmienia swoje stonowane barwy, na agresywne, ultra kontrastowe. Wyczuwalny, mający nastąpić rychło rozlew krwi, obrazowany jest przez siedzenia w metrze, które z każdą sekundą stają się coraz bardziej wściekle czerwone. Lampy migają, kamera śmiga to tu to tam. Gdzieś mignął kawałek katany… STOP! Kingiem nie jestem, nie zobrazuję tak dobrej sceny. To po prostu trzeba sobie obejrzeć. Tutaj spokojnie można odrzucić na bok fabułkę, dialogi, a nawet dźwięk. Powiem szczerze, nie pamiętam choćby nutki ze ścieżki dźwiękowej, bo całkowicie pochłonął mnie obraz. Film jest bardzo krwawy, a skojarzenia z kinem Tarantino i Kill Billem, całkiem słuszne. Aczkolwiek, jeśli ktoś przywykł do zagrywek Quentina, to nie zrobi to na nim większego wrażenia. Inni widzowie, natomiast powinni odrzucić uprzedzenia do krwawych scen (rozcinanie wrogów symetrycznie mieczem samurajskim, to tutaj chleb powszedni), a może potraktować je jako nielubiany kawałek na znakomitej płycie.
  Chińskie i ogółem azjatyckie kino odżyło w moich oczach. Blood The Last Vampire, to kino zaskakujące. Pod względem fabularnym, aktorskim itp, nie zasługuje na więcej niż 6, jednak niesprawiedliwe byłoby stawiać ten film na równi z innymi gniotami, które ostatnio widziałem. Zazwyczaj nie daję się pokusie, pięknej otoczki zgniłego jaja (viva Avatar!), tym razem jednak muszę ulec, bo pokusa, to prześliczna, a i koniec końców nie do końca nadgniła.

OCENA 8+/10

PLUSY
+ Absolutnie genialny wizualnie
+ montaż – majstersztyk
+ nie taki głupi
+ solidny klimat
+ Jeszcze raz – przepiękny

MINUSY
– jeden z komputerowych demonów zalatuje budżetówką
– fabularnie – przeciętnie
– nie dla każdego (slasherowe sceny)

Reklamy

Działania

Information

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s




%d blogerów lubi to: