Jak zrobić dobry film

30 01 2011

Zeszły rok w kinematografii był dla mnie strasznym przeżyciem, braki w napływie wartościowych i solidnych premier utwierdzały mnie w przekonaniu, że dziś o konkretne kino na prawdę ciężko. Dzięki boku mamy jednak Firtha i Rusha, a to wszystko w prześwietnym: „Jak zostać królem”. Powiem szczerze, że do filmu tego podszedłem z lekką dozą dezaprobaty, a to dlatego, że ostatnie wybory akademii nie zachwycały, a tutaj proszę 12 oskarowych szans. Mogło być więc, albo tak dobrze, albo znowu mógłbym wyjść z kina z wielkim ‚wtf?’ i gigantycznym niedosytem. Na szczęście, moje cierpienia zostały nagrodzone. Jak zostać królem, to zdecydowanie najlepszy film zeszłego roku, a także jeden z tych do których będę prawdopodobnie jeszcze nie raz wracał. Opowiada, krótką zwięzła historię, której akcja skupia się w okół skądinąd błahostki, która jednak wciąga niesamowicie. No bo czy jąkający się król, to może być temat na świetny film? Tak, tak i jeszcze raz tak. Tom Hooper, pokazał, że kinem wciąż można się znakomicie bawić. Dostajemy film biograficzny podany w lekkiej i zwiewnej formie. Wszystko opasane, klimatem, który aż wylewa się potokiem z ekranów. Do tego jest i śmiesznie i poważnie. Obraz kompletny, przepiękny wizualnie, świetnie udźwiękowiony, a do tego jak zagrany.
Cały film skradł duet Firth & Rush. Tutaj nie ma nawet co opisywać, bo to trzeba po prostu zobaczyć. Dla mnie duet absolutnie oscarowy. Cieszę się też, że właśnie Geoffrey Rush, którego darzę wielką sympatią, jeszcze z czasów ‚piratów’, dostał w końcu rolę w której mógł się w pełni pokazać jako świetny aktor. Pokrótce podsumowując też, filmy które zamiotły nominacje do Oskarów. Zdążyłem większość obejrzeć i tak:

CZARNY ŁABĘDŹ: Na prawdę chciałbym, żeby Aronofsky skończył ze swoją konwencją filmów pod psychodelię, bo to już się zwyczajnie przejadło. Wszystkie schematy i zagrywki z Requiem, Pi, Źródła widać i tutaj. I tak dostajemy, nie mówię bardzo solidną produkcję, ciekawą historię i absolutnie genialną Portman, ale całość cierpi po prostu na chorobę Aronofskiego. „Każdy jego film musi nam poryć po bani trochę”. Do tematyki Łabędzia, pasowało mi to jak kij do oka i chociaż film wciągnął mnie bezlitośnie, a ostatnie 20 minut zrobiło lekki opad szczeny, to … gdzieś już to widziałem. 8/10

SOCIAL NETWORK
: Szczerze, to film podpasywałby mi pod jedynkowe ‚okruchy życia’. To też świetnie zrealizowany projekt, przez wielu ochrzczony współczesnymi „12 gniewnymi”. Mnie jednak nic w nim nie urzekło, no może to na jakim świecie żyjemy i jak trwonimy czas czytając kto dziś zaliczył a kto nie. Trochę, smutne. 7++/10

INCEPCJA
: Recenzja do przeczytania kilka postów niżej, ale dalej podtrzymuję, że jeśli Oskar, to tylko za efekty.

Szykuję się właśnie na „Prawdziwe Męstwo” i sporo sobie po tej produkcji obiecuję. Jak będzie dowiecie się za jakiś czas. Stay Tunned.

I tak właśnie wygląda moje pięć groszy w kwestii Oscarów. Trzymam mocno kciuki za ‚króla’, bo to kawał na prawdę dobrego kina, nieopierający się na dyrdymałach i efektach, co jest dziś już coraz rzadziej spotykane. A Colin Firth a.k.a. jąkała, to postać, którą śmiało mogę postawić obok Corleone – Brando. Klasa światowa.

PLUSY:
+ Colin Firth, Geoffrey Rush, Helena Bonham Carter (…)
+ prostota
+ klimat, klimat, klimat
+ całe wykonanie (zdjęcia, muzyka etc.)

MINUSY:
– od wielkiej biedy, chwilami może się dłużyć

OCENA 9++/10